piątek, 28 września 2012

Super jedzenie - cz.I - drożdże

Postanowiłam rozpocząć cotygodniowy, piątkowy cykl poświęciwszy superbohaterom dnia codziennego, czyli jedzeniu, dzięki którym będziemy piękne, zdrowe, a nasze włosy będą rosły w tempie przekraczającym najśmielsze oczekiwania :)

Wychodzę z założenia, że większość problemów ze skórą, włosami i paznokciami jest efektem naszej diety i trybu życia. Mimo, iż dermatolodzy  nadal niechętnie przyznają, że istnieje związek np. między dietą a trądzikiem, na bazie własnych doświadczeń widzę, że ten związek jest ogromny. Trzy tygodnie temu zaczął mi się strasznie pracowity okres - siedziałam przy komputerze przez 2 tygodnie po 16h, żywiłam się głównie kawą i zupkami w proszku. Efekt - masakra! Wysyp trądziku jakiego nigdy nie miałam, nawet w wieku 15 lat, skóra zaczerwieniona, podrażniona, włosy matowe i bardzo szybko się przetłuszczające. Od razu podjęłam działania naprawcze ;) - przede wszystkim  zmieniłam dietę i włączyłam duuużo zdrowych produktów. Stąd wziął się pomysł na przedstawienie Wam rożnych produktów spożywczych, które posiadają super moce :)

Na pierwszy ogień idą znane wszystkim Włosomaniaczkom doskonale:

DROŻDŻE
Drożdże to żywe grzyby jednokomórkowe wpływające na fermentację cukru. To dzięki nim możemy cieszyć się smakiem wina, piwa czy chleba i świeżych bułeczek. Drożdże stanowią świetne źródło składników odżywczych. Zawierają wiele składników mineralnych (chrom, selen) i pierwiastki śladowe w łatwych do przyswojenia formach. Są także źródłem witamin z grupy B, witaminy H, kwasu pantotenowego i foliowego. Świeże drożdże dostarczają też organizmowi białka. 

Suplementacja drożdży polecana jest osobom osłabionym i z anemią (witaminy B2 i B12 pomaga w przyswajaniu żelaza) oraz z obniżonym nastrojem i depresją (witaminy z grupy B wzmacniają system nerwowy, ponadto ułatwiają wchłanianie magnezu). Drożdże pomocne są również przy odchudzaniu - witaminy B pobudzają przemianę materii i likwidują zaparcia, a chrom zmniejsza apetyt na słodycze.

Drożdże zawierają bezcenne dla naszej urody aminokwasy, a witaminy B i cynk pobudzają wzrost włosów i hamują ich wypadanie. Drożdże, wpływając na funkcjonowanie hormonów ograniczają łojotok i trądzik.

Najbardziej spopularyzowaną wśród Włosomaniaczek metodą przyjmowania drożdży jest picie napoju drożdżowego.
1/4 kostki drożdży piekarskich  należy zalać wrzącą wodą aby "zabić drożdże:, czyli zahamować ich rozmnażanie drożdży, żeby nie żywiły się cennymi składnikami w naszym przewodzie pokarmowym. Po ostygnięciu drożdże można osłodzić łyżeczką miodu  Wiem, że dziewczyny piją napój na słodko, na słono, z dodatkiem soku, miodu, kakao, mleka, przypraw itp. Ja bardzo lubię smak drożdży, mogłabym jeść je na surowo, gdyby tylko w takim stanie nie pustoszyły organizmu. Do napoju dodaję tylko łyżeczkę miodu :)


Wiele osób nie jest niestety w stanie przełknąć takiego roztworu - dla nich najlepszym rozwiązaniem będą tabletki z drożdżami piwnymi (które notabene uznawane są za lepsze źródło witamin niż drożdże piekarskie). Takie preparaty są szeroko dostępne w aptekach, najpopularniejsze to Lewitan, Humavit, Drovit.
Istnieje jeszcze jeden, wg mnie bardzo smaczny sposób na jedzenie drożdży. Jem bardzo mało mięsa, przez kilka lat byłam wegetarianką i wtedy uzupełniałam braki płatkami drożdżowymi. To sproszkowane, suszone, nieaktywne drożdże. Mają specyficzny, dla mnie bardzo dobry smak - dodane do potrawy działają trochę jak glutaminian sodu - podbijają jej smak i aromat. Dodaję je do zup, pasztetów, sosów, duszonych warzyw. Można posypać nimi kanapkę czy gotową potrawę. Najłatwiej znaleźć je w sklepach ze zdrową żywnością.

Smacznego i na zdrowie !

środa, 26 września 2012

Nie wszystko złoto, co indyjskie - Amla Dabur

Jak wiecie, jestem wielka fanką indyjskich olejów do włosów. Od nich zaczęłam swoją przygodę z włosomaniactwem i świadomą pielęgnacją. Myślę, że uratowały mnie nieraz przed utratą nadmiernej ilości włosów, naprawiając również błędy - kiepską pielęgnację i złe traktowanie (rozjaśnianie, farbowanie, suszarka).

Dzięki wymiance z Magdą miałam okazję przetestować kolejny indyjski specyfik, mianowicie Olejek Amla firmy Dabur.

helfy.pl

Opis ze strony producenta:
Olejek Amla zawiera wyciąg z owoców amla (amalaki - agrestu indyjskiego), sprawia, że włosy stają się po nim są sprężyste, zdrowe, błyszczące. Będziesz mieć wrażenie, że włosy są odżywione od środka i mieć poczucie lepszej pielęgnacji. Amla ma świeży, orientalny zapach, jest sekretem pięknych włosów kobiet z Indii.


Cena:
około 20 zł/200 ml


Skład:
Light liquid paraffin, RBD Canola oil, RBD Palmolein oil, Parfume, EXTRACT,TBHQ, CI 47000, CI 616565, CI 26100

Nie mam pojęcia, co to jest parafina ciekła light :D ale nadal jest to po prostu parafina. Za nią olej canola, olej palmowy, ekstrakt z owoców amla, przeciwutleniacz, barwniki.

Skład, jak dla mnie, jest nie do przyjęcia w produkcie do włosów, ale postanowiłam zaryzykować.
Zapach jest niestety odstręczający - dla mnie pachnie parafiną (wiem, że jest bezwonna :D ale wszystkie kosmetyki na parafinie jakoś podobnie pachną) - domyślam się, że głównym winowajca jest jednak Amla, bo olejek Himalaya, który kiedyś miałam, pachniał identycznie...

Olejek nakładałam jak zawsze - czyli na 2 godziny przed myciem wtarłam w skalp około łyżki stołowej , resztę rozprowadziłam na włosach. Całość zawinęłam w ręcznik. Olejek jest bardzo rzadki, przelewa się przez palce, nie ma tej fajnej gęstości rozpuszczonego oleju kokosowego.

Żeby zmyć parafinową powłokę musiałam umyć włosy 3 razy, co prawda szamponem bez SLS, ale myślę, że i tak wymyłam wszystko co cenne. Poza tym, przez okluzyjną warstwę parafiny nic nie zdołało pewnie przeniknąć ani do cebulek, ani między łuski włosa.  Po umyciu włosy były rzeczywiście bardziej błyszczące - jak po silikonach, ale za to przyklapnięte, bez gęstości. Już w południe następnego dnia były strasznie przetłuszczone, w dodatku strasznie zaczął mnie swędzieć skalp :(

Bardzo żałuję, łudziłam się, że mimo tej parafiny uda mi się znaleźć jakieś plusy tego produktu, ale niestety... 
W podobnej lub nieco wyższej cenie możemy znaleźć dużo lepsze indyjskie olejki, oparte o wyłącznie naturalne składniki.  I działające :)

wtorek, 25 września 2012

Klub pijaczek siemienia


Ostatnio, za sprawą m.in. The BlondHaireCare  pojawiło się coraz więcej bloggerek pijących siemię lniane, jako środek głownie na porost i poprawe kondycji włosów. Moja Mama pije siemię od zawsze, ze względu na problemy z żoładkiem, do mnie ejdnak jakoś ten glutek nigdy nie przemawiał. Nie odzruca mnie do niego, ale jakoś nie widziałam sensu. Osttanio jednak, załatwiłam sobie i żołądek i cerę dwoma tygodniami smieciowego jedzenia (kompletny brak czasu), morzem kawy i papierosami. Włosy nadal w nienajlpeszej kondycji, więc kiedy zobaczyłam ten wpis u Mint Hairr, postanowiłam się przyłączyć do akcji :)

Tak, ja napisałam w zgłoszeniu, na początku października planuję dość radykalnie ściąć włosy, więc nie będę raczej miarodajną testerka w kwestii przyrostu, ale liczę na wysyp baby hair i poprawę nawilżenia włosów. Mam też nadzieję na poprawę cery, wzmocnienie paznokci i rzęs.

Liczę też na siemię jako pomoc w akcji oczyszczająco-odchudzającej, którą własnie wdrażam  :)

Akcja rozpoczyna się 5 października, ja swoją pierwszą porcję wypiłam już dziś. Z sokiem malinowym jest przepyszne :)

Pijemy siemię :)

To co, pijecie z nami?


niedziela, 23 września 2012

Zakupowo półproduktowo

Uff, wreszcie mam chwile, żeby napisać normalny post, a nie tylko krótkie notki... Myślałam, że tamten tydzień był bardzo pracowity, ale ten był jeszcze gorszy :( Zawsze tak mam jesienią, kiedy klienci wracają z wakacji i wszyscy naraz coś zamawiają.
Praca dodatkowa ma jednak pewien plus - dodatkowe dochody :) I chociaż ostatnio żyję bardzo oszczędnie na co dzień to mogłam sobie pozwolić na małe szaleństwo zakupowe.

Na początku uzupełniłam swoje zasoby półproduktowe, Zakupy zrobiłam, po raz pierwszy zresztą, w sklepie Naturalis.  Skusiły mnie ceny i dość szeroki wybór produktów. Musze przyznać, że jestem zachwycona tempem, w jakim przesyłka została skompletowana i wysłana do mnie. Paza tym, n każdym etapie realizacji zamówienia dostawałam  obszerne i miłe maile z informacja o zamówieniu, a nie zwyczajowe automatyczne powiadomienia ze sklepów. Miło, kiedy ma się wrażenie, że za naszymi zakupami stoi żywy człowiek, a nie automat :) Od razu zaznaczę, że nie mma żadnych związków z tym sklepem, nie współpracuje z nim, ale uważam, że trzeba promować dobre praktyki :)

A oto co kupiłam:


(Przepraszam za fatalna jakość zdjęcia, ale robiłam w pośpiechu telefonem, który robi chyba najgorsze zdjęcia świata...)

1. Mocznik - super nawilżacz i złuszczacz, do wzmacniania masek i odżywek włosowych w niewielkich stężeniach, ale także, w połączeniu z kremem, do ratowania przesuszonych stóp i łokci  oraz z balsamem do ciała przeciwko wrastającym włoskom
2. Kwas hialuronowy 1,5% - potrójny kwas, połączenie ultranioskocząsteczkowego oraz nisko- i wysokocząsteczkowego - do nawilżania skalpu i włosów i oczywiście do twarzy - to mój jedyny obok olejów codzienny specyfik do twarzy, kremy dawno już odstawiłam. Do tej pory miałam zawsze 1%, zobaczymy jak spisze się ta wersja :) 
3. Olej z pachnotki - zamiast kremu twarzowego, jako kuracja nawilżająca, antyalergiczna i przeciwtrądzikowa. Oczywiście pewnie kilka kropli wyląduje na włosach :)
4.  Spirulina - to ten mały słoiczek, który się odwrócił bokiem do aparatu... Powinna się nazywać śmierdziulina, ale ponieważ ma podobno cudowne działanie, wybaczę jej to ;) Poza tym ma przepiękny kolor. To bardzo wartościowe białko na pewno wyląduje na włosach jako kuracja odbudowująca i na twarzy jako maseczka.
5. Ten mały pojemniczek to odlewka kolagenu z elastyną - oddałam resztę Mamie. Wypróbuje na pewno z jakąś maską na włosy, może to będzie proteina, którą polubią? Wypróbuję na pewno też na pierwsze zmarszczki w połączeniu z olejem na noc.

A teraz bohaterowie drugiego planu...
6. Olej konopny - do tych samych zastosowań co olej z pachnotki - chcę sprawdzić, który się lepiej sprawdzi.
7. Mleczan sodu - pokładam w nim wielką nadzieję, jako w pogromcy pryszczy. Liczę też na jego działanie nawilżające zarówno skórę, jak i włosy.

To by było na tyle - zakupy dość skromne, lista moich muszmieci półproduktowych chyba jest nieskończona :)

Czy tez tak macie, że jak tylko dopadniecie półprodukty to macie nieprzeparta chęć od razu się wszystkimi wysmarować?? Najlepiej na raz ;)?


piątek, 21 września 2012

Kolejne rozdanie- Pracownia Porannych Przyjemnosci

Jak można się oprzeć rozdaniu na blogu o tak cudownej nazwie :)? Zapraszam Was wszystkie do udziału - blog jest rewelacyjny, a nagrody w rozdaniu zapierają dech w piersiach, naprawdę :)




czwartek, 20 września 2012

Rozdanie - Różowa Szpilka

Taka piękna nagroda, że muszę wziąć udział :) Was też gorąco zachęcam - paletka jest boska!


Strrrasznie lubię rozdania, mimo tego, że jeszcze nic nie wygrałam, ale to ogromna frajda :)

środa, 19 września 2012

Pokrzywomania





Kolejny wpis o ziołach - wiem, jestem z tym już nudna, ale obudziła się we mnie dusza babci zielarki ;)

Wiadomo, że picie naparu z pokrzywy dobrze wpływa na kondycję i porost naszych włosów. Ale oprócz suplementacji doustnej warto też pokrzywę wcierać w skalp. Można oczywiście skomponować własne napary, wcierki i oleje. Ja jednak ostatnio w swojej lodówce odkryłam coś, co nazywa się Succus Urticae i jest po prostu sokiem z pokrzywy :) A dokładniej sokiem z pokrzywy stabilizowanym etanolem. Od razu pomyślałam, że skoro już mam coś takiego (stosowałam na problemy z pęcherzem) to trzeba wylać na głowę i zobaczyć co się stanie ;) Dla własnego bezpieczeństwa poszukałam jednak  informacji i znalazłam na stronie luskiewnik.pl następujące:

Preparaty z ziela pokrzywy zastosowane zewnętrznie działają przeciwłojotokowo, przeciwtrądzikowo, przeciwłupieżowo, wzmacniająco na cebulki włosowe, odżywczo dla skóry. Aktywują procesy regeneracji skóry, przyśpieszają gojenie ran. Leczą wypryski, trądzik, łojotokowe zapalenie skóry. Poprawiają ukrwienie i koloryt skóry. Zapobiegają przetłuszczaniu się włosów. Woda pokrzywowa dobrze oczyszcza i pielęgnuje skórę oraz włosy.

Sok z pokrzywy stabilizowany alkoholem - Succus Urticae po rozcieńczeniu z wodą (1 łyżka na pół szklanki wody przegotowanej) do przemywania twarzy, okładów na schorzałe miejsca. W stanie nierozcieńczonym do wcierania w skórę owłosioną dla wzmocnienia cebulek włosowych.

Ha, a więc dobrze wykombinowałam :) Znaczy można wcierać bez obaw - sok zawiera co prawda sporą ilość alkoholu, ale większość wcierek go ma, bo ułatwia penetrację składników odzywczych.

Mój sok z pokrzywy wygląda tak:
aptekazdrowie.pl
i kosztował około 9 zł.

Z innych alkoholowych wyciągów z pokrzywy znalazłam jeszcze:
 

Skład: wyciąg wodno-etanolowy z korzenia pokrzywy 83,1g (Urticae radix extractum fluidum 83,1g);
Substancje pomocnicze: Gliceryna (Glycerolum), Karagen (Caragen), Benzoesan sodu E211 (Natrii benzoas E 211), Olejek pomarańczowy (Aurantii oleum ) - do 100g.

Generalnie jest to jednak ziołowa pasta, którą się rozcieńcza z wodą i pije, nie wiem więc czy mogę ją polecać do wcierania w skalp :)

Jeśli macie obiekcje do wcierania alkoholowego wyciągu z pokrzywy, to zawsze zostają Wam własnej produkcji:


Macerat pokrzywowy – Maceratio Urticae: 1 szklankę ziela  zalać 3 szklankami wody przegotowanej chłodnej, odstawić na 6-8 godzin, przecedzić. Przechowywać w lodówce.Zewnętrznie można używać do wcierania w skórę głowy.
Napar pokrzywowy – Infusum Urticae: 2 łyżki ziela  zalać 2 szklankami wrzącej wody, odstawić na 40 minut pod przykryciem, przecedzić. Naparem przepłukiwać można włosy po umyciu w celu ich odżywienia i wzmocnienia lub do wcierania w skórę głowy.
Odwar pokrzywowy – Decoctum Urticae: 2 łyżki ziela zalać 2 szklankami wody, gotować 5 minut. Odstawić na 30 minut, przecedzić. Odwar zawiera więcej soli mineralnych (krzemionki) niż napar. Zewnętrznie można używać do wcierania w skórę głowy.

Olej pokrzywowy – Oleum Urticae: 1 część ziela zalać 3 częściami ciepłego oleju , odstawić na 2 tygodnie. Przecedzić. Stosować do wcierania w chorą skórę, do okładów na zmiany łuszczycowe, suche wypryski. Ponadto do kąpieli olejowych włosów po zniszczeniu ich zabiegami fryzjerskimi (we włosy wcierać olej, trzymać 6-8 godzin, po czym zmyć w dobrym szamponie). Olej pokrzywowy może zastąpić mleczka kosmetyczne i kremy, posiada bowiem właściwości natłuszczające, odżywcze, przeciwzapalne, oczyszczające i regenerujące.
Woda octowo-pokrzywowa – Aqua aceto-urticae:
Ziele pokrzywy posiekać i zalać octem jabłkowym lub winnym w proporcji 1:3 (1 część ziela na 3 części octu). Odstawić na 7 dni, przefiltrować. Z nowej porcji  ziela pokrzywy przygotować odwar (2 łyżki rozdrobnionego surowca na 2 szklanki wody, gotować 5 minut). Odwar pokrzywowy wymieszać z octem pokrzywowym w proporcji 1:1 (np. 100 ml na 100 ml). Wcierać w umyte włosy. Po 1 godzinie spłukać wodą czystą. Można również umyte włosy płukać w wodzie octowo-pokrzywowej: 100 ml na 1 l wody. Wskazania: łupież, wypadanie włosów, łamliwość włosów, brak puszystości i połysku włosów. Woda octowo pokrzywowa jest również dobrym środkiem do przemywania skóry trądzikowej, łojotokowej, z wągrami, rozszerzonymi porami, zwiotczałej i zatrutej kosmetykami syntetycznymi.

No,to już wiemy wszystko - pokrzywa na włosy dobrze wpływa :) Jak widać, w każdej postaci. Myślę, że warto wykorzystać jej potencjał i stosować zewnętrznie, Uważam zresztą, że wcierki (alkoholowe, bezalkoholowe, olejowe) to obok suplementacji doustnej najlepszy sposób na porost i wzmocnienie włosów. Cebulki dostają to, czego potrzebują, a masaż konieczny do wtarcia czegokolwiek w skórę głowy zdecydowanie wzmacnia działanie specyfików, pobudza ukrwienie skóry głowy i odpręża :)

Uff, na razie temat ziół chyba wyczerpałam. Koniec wykładu, następne posty będę przyjemniejsze, bo o zakupach :D