Do stosowania nafty na skórę twarzy, głowy czy włosy miałam raczej negatywne podejście. Unikam parafiny, wazeliny, a mam się maziać oczyszczoną ropą naftową? Ostatnio jednak trafiłam na widziany już kiedyś sposób na pozbycie się zaskórników - http://pieknoznatury.blogspot.com/2011/05/tonik-na-zaskorniki-z-olejkiem.html a także na wpis BlondHairCare o płukance z nafty i ulubionej maseczce Anwen. Pomyślałam, że skoro tak zaprawione w bojach włosomaniaczki jej używają, zaryzykuje i ja :)
Kupiłam naftę w pobliskiej aptece, wersję z dodatkiem oleju rycynowego, za zawrotną sumę 6 zł. Ponieważ moje włosy spotkał ostatnio lekki przesusz z powodu małej ilości snu, a dużej ilości pracy i wypalanych papierosów na pierwszy ogień poszła maseczka. Nałożyłam, trzymałam około 2 h i zmyłam. Na szczęście nafta utopiona w żółtku i innych olejach zmyła się łatwo przy pomocy Facelle. Nie podrażniła skalpu. Włosy po umyciu były, hmm, duże :D Mięsiste, nawilżone i natłuszczone. No właśnie - ta tłustość niestety brzydko wylazła już następnego dnia rano, w pracy siedziałam z obrzydliwymi strąkami zamiast grzywki :( Po następnym myciu wszystko wróciło do normy - podejrzewam, że mimo wszystko niedokładnie zmyłam maseczkę albo włosy dostały taką porcję odżywczych składników, że nie wszystkie zdołały wypić. Mimo tej małej niedogodności na pewno będę wracać do tej metody - taka maska na full wypasie robiona raz w miesiącu może przynieść długofalowe skutki. Ale polecam raczej w weekend spędzany w domu niż dzień przed randką :)
Przy którymś z kolejnych myć wypróbowałam płukankę. I tutaj pełen zachwyt :) Naprawdę, spokojnie mogłam nie użyć żadnego silikonowego wspomagacza. Włosy błyszczały się niesamowicie, były miękkie, puszyste, mięsiste. Nie przetłuściły się szybciej, ale czułam, że sa pokryte ochronną warstewką. NA pewno będę do niej wracać, może nie co każde mycie bo boję się przesuszenia na dłuższą metę.
Ostatnim zabiegiem naftowym na który się na razie zdecydowałam było wyszorowanie twarzy mieszanką nafty i olejku pichtowego, Rzeczywiście, tam, gdzie miałam skupiska zaskórników skóra wyraźnie się oczyściła - wacik, mimo wcześniejszego umycia twarzy, był czarny :D Zachwycona wklepałam krem i poszłam spać. Niestety, rano okazało się, że albo zbyt mocno przyłożyłam się do szorowania, albo ta mieszanka jest dla mnie zbyt hardcorowa :( skóra na brodzie i czole była czerwona, ściągnięta, przesuszona. Teraz cudnie się od kilku dni łuszczy... Może spróbuje znów tej metody, bo okazała się dość skuteczna w walce z czarnymi wrogami na moim nosie i brodzie, ale na pewno w wersji delikatniejszej i krótszej.
Nie próbowałam jeszcze wcierać nafty we włosy i skalp solo. I nie wiem czy się odważę :D
Macie jakieś doświadczenia naftowe? Czego warto jeszcze spróbować, a czego raczej unikać?
Marta
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek pichtowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek pichtowy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 września 2012
wtorek, 21 sierpnia 2012
innowacja OCM - olejek pichtowy
W sumie, nie wiem czy to jakaś bardzo odkrywcza metoda, ale dla mnie to nowość i w dodatku skuteczna :)
Zainspirowana postem Caravely i załamana ilością zaskórników na moim nosie i brodzie przypomniałam sobie, że mam gdzieś w domu ukryty olejek pichtowy. Mój nażyczony* dostał go od laryngologa na problemy nosowe, użył ze 2 razy i rzucił w kąt...
Niestety nafty nie posiadam, w dodatku mam jakieś dziwne, w sumie nieuzasadnione opory przed nakładaniem na twarz nafty... Ale olśniło mnie, że mam przecież gotową mieszankę do OCM, w której olejek świetnie się rozpuści. Niewiele myśląc dolałam ok. 50 kropel olejku do 100 ml mieszanki. Przez kilka dni nie działo się nic spektakularnego, ot zwykłe OCM, tyle że pachnące olejkiem pichtowym (mi się akurat ten zapach podoba, choć wiem, ze wielu przeszkadza). Po tygodniu jednak spojrzałam w lustro, pomyślałam nieco i ... wow:
- zaskórniki nie zniknęły, ale jest ich zdecydowanie mniej,
- mimo intensywnego wmasowywania mieszanki nie zrobiła mi się żadna podskórna gula - przy zwykłym OCM taki masaż kończył się zawsze jakąś nieznikającą niespodzianką :(
- skóra jest bardziej wygładzona i zniknęły zaczerwienienia
- last but not least - z policzków kompletnie zniknęła moja zmora - czyli maleńkie, zaczerwienione punkciki (wyglądające trochę jak potówki) - takie małe pryszczyki, bez ropy, ale sączące się i trudne do wygojenia.
U mnie ta mieszanka zagości na stałe, może będę zmieniać olej bazowy (aktualnie to sezam), może dodam trochę innych olejów, ale pichtowy na pewno zostanie :)
O, dzięki Ci Caravely i olejku pichtowy! Zacznę pisać peany na Waszą cześć :)
Marta
*to nie błąd ;)
Kiedy byłam mała, myślałam, że mówi się "nażyczony" zamiast "narzeczony" bo to osoba, którą się tak bardzo sobie życzy mieć :D I tak już zostało ;)
Zainspirowana postem Caravely i załamana ilością zaskórników na moim nosie i brodzie przypomniałam sobie, że mam gdzieś w domu ukryty olejek pichtowy. Mój nażyczony* dostał go od laryngologa na problemy nosowe, użył ze 2 razy i rzucił w kąt...
Niestety nafty nie posiadam, w dodatku mam jakieś dziwne, w sumie nieuzasadnione opory przed nakładaniem na twarz nafty... Ale olśniło mnie, że mam przecież gotową mieszankę do OCM, w której olejek świetnie się rozpuści. Niewiele myśląc dolałam ok. 50 kropel olejku do 100 ml mieszanki. Przez kilka dni nie działo się nic spektakularnego, ot zwykłe OCM, tyle że pachnące olejkiem pichtowym (mi się akurat ten zapach podoba, choć wiem, ze wielu przeszkadza). Po tygodniu jednak spojrzałam w lustro, pomyślałam nieco i ... wow:
- zaskórniki nie zniknęły, ale jest ich zdecydowanie mniej,
- mimo intensywnego wmasowywania mieszanki nie zrobiła mi się żadna podskórna gula - przy zwykłym OCM taki masaż kończył się zawsze jakąś nieznikającą niespodzianką :(
- skóra jest bardziej wygładzona i zniknęły zaczerwienienia
- last but not least - z policzków kompletnie zniknęła moja zmora - czyli maleńkie, zaczerwienione punkciki (wyglądające trochę jak potówki) - takie małe pryszczyki, bez ropy, ale sączące się i trudne do wygojenia.
U mnie ta mieszanka zagości na stałe, może będę zmieniać olej bazowy (aktualnie to sezam), może dodam trochę innych olejów, ale pichtowy na pewno zostanie :)
O, dzięki Ci Caravely i olejku pichtowy! Zacznę pisać peany na Waszą cześć :)
Marta
*to nie błąd ;)
Kiedy byłam mała, myślałam, że mówi się "nażyczony" zamiast "narzeczony" bo to osoba, którą się tak bardzo sobie życzy mieć :D I tak już zostało ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
