Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trądzik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trądzik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 stycznia 2013

ZSK czyli zrobiłam sobie krem :)

Zainspirowana przez Italianę, Kascysko i Madie zebrałam w sobie odwagę, chęci i fundusze i poczyniłam zamówienie półproduktowe z myślą o ukręceniu własnego, pierwszego w  życiu kremu. Z moimi wątpliwymi zdolnościami chemicznymi i generalnie dość lekkim stosunkiem do wszelkich receptur, sterylnych warunków i innych laboratoryjnych wymogów, było to dla mnie nie lada wyzwanie.



Zdecydowałam się na krem metodą na zimno, bez emulgatora, za to zagęszczanego włóknami pomarańczy. Korzystałam z przepisu z ZSK, z własnymi modyfikacjami:

faza olejowa
Olej z pachnotki  5.5 ml
Olej z konopii          5.5 ml
Kwas salicylowy 0.15 ml
Włókna pomarańczy  2.5 ml
Witamina E                0.5 ml

faza wodna
Hydrolat lawendowy  32 ml
Kwas hialuronowy  1,25 ml
Witamina B3          4 ml

faza dodatków
Ekstrakt z oczaru 3.5 ml
olejek z drzewa herbacianego 6 kropli


Krem na bazie włókien robi się dziecinnie łatwo. Wystarczy każdą z faz wymieszać w osobnej zlewce, potem wlać fazę olejową do wodnej i mieszać, np. mikserkiem :) Pozmieniałam nieco składniki na takie, które akurat mam w domu i które wolałam - gliceryna mnie zapycha, więc z niej zrezygnowałam, konserwantów się boję, więc użyłam witaminy E.


Krem przez brak gumy ksantanowej ma dosyć lejącą, bardzo przyjemną konsystencję. Na pewno nie jest to serum , ale bardzo lekki kremik, idealny do dozownika z pompką. Ma jasnobeżowy kolor (nude ;)), bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Nadaje się pod makijaż, o ile nie zechcecie, jak ja początkowo  zrobić cerze tak dobrze, i nałożyć go tak szczodrze, że zaczął się wałkować :D Nałożony normalną warstwą trzyma się idealnie, cera jest mięciutka, a makijaż nie spływa. Pachnie bardzo ładnie, lawendą i drzewkiem herbacianym :) Oczywiście można ten olejek zastąpić innym, ale herbaciany kocham miłością bezgraniczną.

Z podanych proporcji wychodzi 51 ml kremu :) Na razie zamieszkały w dwóch 25 ml pojemniczkach, ale za chwilę jeden wyląduje w buteleczce z pompką.

Krem nie matuje, ale też nie powoduje świecenia latarnianego. Niacynamid ogranicza wydzielanie sebum, więc myślę, że za jakiś czas i to świecenie zostanie zminimalizowane. Używam go na dzień, na noc leci serum z witaminą C, ale spróbuję też na pewno stosowania i na dzień i na noc.

Na razie używałam kremu tylko przez weekend i nie mogę zdać Wam bogatej relacji z jego stosowania. Zawiera jednak wszystkie składniki, które mi służą, pokładam w nim więc spore nadzieje. Jeśli spełni moje oczekiwania chociaż w połowie;), to zostanie ze mną na stałe, z ewentualnymi zmianami bazowych olejów/ekstraktów.

To co, kręcimy :)?

Marta

środa, 9 stycznia 2013

Australijski cudotwórca

Mowa oczywiście o olejku z drzewa herbacianego. Wbrew nazwie nie ma on nic wspólnego z herbatą :)

Drzewko herbaciane -Melaleuca alternifolia- rośnie niemal wyłącznie w Australii. Aborygeni używali od tysięcy lat liści drzewka herbacianego jako lekarstwo na wiele dolegliwości. Olejek z drzewa herbacianego jest przeźrocyzstą, żółtawą cieczą o intentsywnym zapachu i bardzo nieprzyjemnym smaku. Moim zdaniem pachnie nieco jak kamfora, trochę jak terpentyna. Ja bardzo lubię ten aromat, kojarzy mi się z czasami studiów i malarstwem olejnym ;) - poza tym na mnie działa naprawdę odświeżająco.


Olejek składa się głownie z terpenów, seskwiterpenów, cymenów i cyneolu.  Jest substancją lipofilną, czyli rozpuszcza się w tłuszczach i rozpuszcza tłuszcze.

Olejek ma udowodnione i bardzo dokładnie przebadane naukowo działanie bakteriobójcze i grzybobójcze. Jest jednym z bardzo niewielu naturalnych substancji, która potrafi zniszczyć bakterie gronkowca, nawet te odporne na antybiotyki!!! Nawet mocno rozcieńczony z wodą wykazuje intensywnie bakteriobójcze działanie  15% roztwór działa skutecznie na enterokoki i pseudomonas. Olejek działa również grzybobójczo, dezynfekująco, przeciwbólowo, przeciwświądowo i ściągająco na pory skóry.

Jest składnikiem wielu kosmetyków, głownie tych o działaniu przeciwtrądzikowym, przeciwłupieżowym.
Jednak zamiast kupować kosmetyki z jego zawartością lepiej zaopatrzyć się w NATURALNY olejek ze sprawdzonego źródła i kombinować samodzielnie.

U mnie olejek herbaciany jest zawsze częścią mieszanki OCM. Teraz, kiedy z niej zrezygnowałam, po myciu mydłem Alep używam toniku z octu jabłkowego, z dodatkiem olejku z drzewa herbacianego właśnie.
Kilka kropel olejku ląduje w każdym kremie jakiego używam - zarówno tych gotowych, jak i tych, które mieszam własnoręcznie, a także w maseczkach, odzywkach na skalp, płynach do higieny intymnej.

Olejek pomógł mi się bardzo szybko pozbyć niechcianego przybysza w postaci ropnia spowodowanego gronkowcem. Oprócz antybiotyku doustnie i zewnętrznie smarowałam zmianę codziennie olejkiem herbacianym. Po tygodniu wszystko zniknęło bez saldu,a  było naprawdę źle - nie mogłam chodzić przez 3 dni...

Poniżej kilka sprawdzonych przepisów z użyciem olejku:
Punktowy preparat na trądzik: mieszamy żel aloesowy z olejkiem z drzewa herbacianego w proporcjach 9:1
Maseczka przeciwtrądzikowa: 2 łyżeczki glinki mieszamy z wodą do konsystencji pasty i dodajemy 4-5 kropli olejku.
Wcierka przeciwłupieżowa/przeciw podrażnieniom skóry głowy: 1 łyżkę oleju odpowiadającego naszym potrzebom (migdałowy, lniany itp.) mieszamy z 4-5 kroplami olejku z drzewa herbacianego i wcieramy w skórę głowy.

Znacie, lubicie, używacie :)?



poniedziałek, 17 grudnia 2012

Kozieradka - nowy ulubieniec blogosfery?

O urodowym zastosowaniu kozieradki po raz pierwszy przeczytałam na jakiejś amerykańskiej stronie włosowej. Podawano tam przepis na wcierkę z naparu z nasion kozieradki. Przepis zapisałam, kozieradkę znalazłam w szufladzie, ale na tym się skończyło...

Potem trafiłam na ten wpis u Kascysko. Wtedy mnie olśniło, że przecież już gdzieś o tym czytałam...Oczywiście ochoczo zaparzyłam nasionka, oczywiście ich nie zmieliłam :D Otrzymałam więc lekko glutowaty napach o zapachu rosołu. Wtarłam we włosy, umyłam, ale szału nie było. Ostatnio jednak o kozieradce zrobiło się jakoś szumniej, postanowiłam więc dać jej kolejną szansę. Teraz już nasionka mielę w młynku do kawy, zalewam gorącą wodą i czekam, aż "spuchną". Taką papkę wcieram w skórę głowy, część ląduje również na włosach. Oprócz zapachu, który mnie doprowadza do szału, bo jestem przez niego ciągle głodna ;), taka kuracja ma same plusy. 

Włosy są:
- niesamowicie nawilżone,
- błyszczące,
- wyraźnie gładsze - takie nasycone wilgocią, co daje poczucie, że są grubsze,
- świeże przez dłuższy czas,
- ładnie odbite od skóry głowy.

Nie wyobrażam sobie niestety towarzystwa zapachu kozieradki na dłużej, więc nakładam ją jako maseczkę na 2-3 godziny przed myciem. Taka maseczka poza świetnym działąniem na włosy łagodzi podrażnioną skórę głowy.

Spreparowałam sobie również kozieradkową wcierkę, którą mam zamiar stosować naprzemiennie z Jantarem. Przecedzony napar z kozieradki wymieszałam z niacynamidem, olejem z pachnotki i odrobiną alkoholu - dla konserwacji i lepszej penetracji. Wcierka ma przyspieszyć przyrost, zobaczymy czy zadziała :)

Kozieradka ma również działanie przeciwtrądzikowe - od kilku dni codziennie nakładam maseczkę ze zmielonych nasion. Chcę przyspieszyć gojenie nieproszonych gości, którzy są ze mną odkąd byłam chora, czyli ponad 2 tygodnie... Kozieradkowa maseczka bardzo dobrze przylega do twarzy, zastyga, tworząc błonkę przypominającą maseczkę peel-off. Na razie brak spektakularnych efektów, ale rzeczywiście wszystko goi się szybciej, a skóra twarzy jest gładsza i jaśniejsza.

Na razie kozieradka na pewno zostanie ze mną na dłużej, bo mam w końcu zamiar skupić się na systematycznym stosowaniu kilku produktów przez dłuższy czas. Ograniczyłam pielęgnację twarzy  i włosów do kilku składników, w tym kozieradki właśnie. Myślę, że za miesiąc zobaczę już jakieś rezulaty.

A Wy? Próbowałyście już tego przebojowego ziółka?

Marta

niedziela, 16 grudnia 2012

Calcium pantothenicum - mój wybawco?

Kwas pantotenowy należy do moich absolutnych ulubieńców wśród suplementów. Wspomógł bardzo moje włosy kiedy wypadały garściami, przyspieszył porost i dzięki niemu wykiełkowało mnóstwo baby hair. Potem na jakiś czas o nim zapomniałam, Wyciągnęłam na światło dzienne niedawno, kiedy byłam chora - łykany przez kilka dni pomógł mi okiełznać moją wymęczoną gorączką cerę. Ale moja systematyczność w łykaniu czegokolwiek sięgnęła poziomu minusowego - ciągle zapominam, odkładam itd... 

Trafiłam jednak ostatnio na kilka opracowań dotyczących stosowania witaminy B5, czyli kwasu pantotenowego właśnie, w leczeniu trądziku. Okazuje się bowiem, że jest to najlepszy naturalny sposób leczenia trądziku, osiągający skuteczność dorównującą retinoidom doustnym! W skrócie - brak witaminy B5 powoduje niedobór koenzymu A, który metabolizuje tłuszcze w naszym organizmie. Nadmiarowe tłuszcze zbierają się jako sebum, które staje się pożywka dla bakterii Propionibacterium acne. Duże dawki kwasu pantotenowego zmniejszają produkcję sebum, obkurczając jednocześnie pory (dotąd "rozepchane" przez sebum).

Żeby witamina B5 zadziałała w wyżej opisany sposób jej dawki muszą być naprawdę duże. W nasilonym trądziku zaleca się rozpoczęcie kuracji od 10 gram dziennie, przez 2 miesiące. W przypadku dostępnego na naszym rynku kwasu będzie to dość trudne, jako, że występuje w dawce 100 mg/tabletkę... W przypadku mniej nasilonych objawów można zacząć od 5 g dziennie. Dla utrzymania efektów należy przyjmować od 1g do 3,5 g dziennie. Oznacza to łykanie minimum 10 tabletek CP dziennie - trochę mało wykonalne... Szukałam innych form, ale chyba nie ma ich na polskim rynku - pozostaje kupienie/sprowadzenia z zagranicy - tam występują nawet w dawkach 1g/tabletkę.

Ja nie mam bardzo nasilonego trądziku - chciałabym zacząć od 3,5 mg, ale łykanie 35 tabletek to juz naprawdę przesada :D Na razie poprzestanę na 1 mg dziennie i zobaczę, czy będą jakiekolwiek efekty. Jeśli tak, to pewnie skusze się na zakup większej dawki za granicą.

Wiem, że jest wśród Was sporo użytkowniczek CP - czy zauważyłyście jego pozytywny wpływ na cerę i produkcję sebum? 

czwartek, 8 listopada 2012

Arsenał przeciwtrądzikowy - cz.1. Pasta cynkowa.

Jesień i wiosna nie są dla mnie łaskawe jeśli chodzi o stan mojej cery. Ledwie zrobiło się chłodniej, zaczęłam nosić golfy, szaliki i czapki, a moja skóra zareagowała wysypem wielkich, podskórnych guli, które goją się tygodniami. Na co dzień jesienią używam kwasów, ale one sobie z takimi przeciwnikami niestety słabo radzą. Mocniejsze środki za to (nadtlenek benzoilu itp) bardzo wysuszają i podrażniają skórę :/ Dlatego staram się sięgać po najprostsze, sprawdzone metody.


Kiedy w czasach nastoletnich coś mi wyskakiwało, moja Mama zawsze dawała mi pastę cynkową. Cynk reguluje m.in. funkcje wydzielnicze skóry, a zatem jest także odpowiedzialny za ilość wytwarzanego sebum. 
Preparaty z cynkiem ułatwiają oczyszczanie skóry z nagromadzonego sebum, przywracają jej naturalne pH, ściągają nadmiernie rozszerzone pory, łagodzą stany zapalne, zmniejszają skłonność skóry do powstawania zaskórników. Związki cynku stosuje się przede wszystkim w przypadku trądziku. Tlenek cynku to składnik zasypek, maści i past, jest także składnikiem kremów i maseczek kosmetycznych o działaniu przeciwzapalnym, ściągającym, przeciwtrądzikowym. 

Tlenek cynku występuje w wielu popularnych preparatach - maści i paście cynkowej, paście Lassari (z kwasem salicylowym), Sudocremie, Sudomaxie, Cynkodermie itp. Ja, ze względu na najprostszy skład wybieram pastę cynkową - zawiera 25% tlenku cynku, reszta to skrobia i wazelina. Oczywiście, mazidło jest strasznie tłuste i bardzo bieli. Dlatego nakładam je tylko punktowo, kiedy nikt mnie nie ogląda ;) i na noc. Efekty - gule dość szybko się zmniejszają, a jeśli zdarzy nam się coś wycisnąć, to miejsce po delikwencie goi się bardzo szybko i ładnie zasycha. 

Ponieważ nie lubię wazeliny pokombinowałam jak by tu ją ominąć...Tlenek cynku można kupić (jako filtr przeciwsłoneczny i składnik kosmetyków mineralnych) w sklepach z półproduktami. Zamówiłam więc, jak tylko dotrze to poeksperymentuję z mieszaniem go z jakimś olejem :) Zobaczymy, ale chyba nic nie może być gorsze niż wazelina :)

Dla mnie pasta cynkowa to naprawdę podstawowy ekwipunek przeciwtrądzikowy. Cały czas wypróbowuję też inne, nowe i mniej nowe metody. Ze skutkiem różnym, ale o tym w następnym odcinku.

Marta

poniedziałek, 29 października 2012

Super jedzenie - cz. V - tran

Domyślam się, że większość z Was wykrzywia się z obrzydzeniem na samą myśl o tranie ;) Nie wiem, czy tak jak mnie, katowano was codziennym łykaniem łychy tego specyfiku, ale generalnie tran budzi nieprzyjemne skojarzenia...
A szkoda, bo tran i tłuste ryby są jednymi z najlepszym produktów spożywczych, jakimi dysponuje ludzkość, szczególnie cennymi w naszym, umiarkowanym klimacie o długich i ciemnych zimach...

Najważniejszym składnikiem, zarówno z punktu widzenia naszego zdrowia, jak i urody są nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3.


Kwasy omega-3 to niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), pochodzące z oleju z ryb morskich (kwas eikozapentaenowy EPA oraz kwas dokozaheksaenowy – DHA) oraz z produktów roślinnych (kwas α- linolenowy ALA). Pełnią ważną rolę na każdym etapie życia człowieka. Sprzyjają odpowiedniej pracy mózgu, układu nerwowego i narządu wzroku. Pozytywnie wpływają na funkcje intelektualne (pamięć, szybkość uczenia się, koncentracja, twórczość, rozumienie mowy). Dodatkowo wspomagają naturalną odporność organizmu. Kwasy tłuszczowe omega-3 są ważne dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu, od momentu poczęcia przez całe życie. Kwasy te są głównym budulcem m.in. mózgu płodu, a później człowieka dorosłego. Są ważne dla budowy i prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego i oczu. Wchodzą w skład błon komórkowych naczyń krwionośnych, pozytywnie wpływają na serce. Mają wpływ na procesy zapalne i reakcje alergiczne w naszym organizmie. Zmniejszają ryzyko wystąpienia wielu chorób cywilizacyjnych.Najważniejszym źródłem kwasów omega-3 EPA (kwas eikozapentaenowy) oraz DHA (kwas dokozaheksaenowy)jest tłuszcz ryb morskich żyjących na dużych głębokościach.  Najwięcej oczywiście ma tran i inne oleje rybie, ale jedzenie tłustych ryb morskich, jeśli ktoś nie może znieść tranu też dostarczy nam dużych ilości cennych składników.

Dodatkowo, tran i ryby morskie zawierają niezbędną nam witaminę D. Witamina D ma szerokie spektrum działania, a jej rola w organizmie jest bardzo istotna. Od dawna stosowano ją w zapobieganiu krzywicy i osteoporozy.Jest niezwykle ważna w celu wspomaganiu odporności, bierze udział w procesie wchłaniania wapnia i fosforu z przewodu pokarmowego i przyczynia się do utrzymania zdrowych kości i zębów. Jako lek ma szerokie zastosowanie w leczeniu i profilaktyce wielu chorób cywilizacyjnych, m.in. nowotworowych, układu krwionośnego, stwardnieniu rozsianym, stanach zapalnych skóry itp.

W Polsce odnotowuje się wysoki odsetek niedoborów witaminy D we wszystkich grupach wiekowych.  Witaminę uzyskujemy przede wszystkim w wyniku syntezy skórnej na skutek ekspozycji słonecznej. W naszym klimacie, w okresie od jesieni do wiosny, nie ma odpowiedniego nasłonecznienia. Drugim naturalnym źródłem  jest pokarm – w tym przede wszystkim tłuste ryby, takie, jak łosoś, dorsz, tuńczyk, śledź, makrela, produkty mleczne oraz żółtkach jaj. Tran i oleje rybne są najbogatszym, naturalnym źródłem witaminy D.

Ze względu na ilość NNKT tran i tłuste ryby są jednym z najlepszych sposobów na wzmocnienie włosów, piękną i gładką cerę i pokonanie trądziku. Niedobór NNKT prowadzi m.in. do nieprawidłowej budowy cementu międzykomórkowego i błon komórkowych w skórze. Staje się ona „nieszczelna" i zaczyna uciekać z niej woda - w efekcie rogowacieje, a włosy stają się przesuszone, przerzedzone i łamliwe. O dostarczenie do organizmu NNKT powinny zwrócić uwagę zwłaszcza osoby borykające się z problemami skórnymi, gdyż przyspieszają one regenerację ran, łagodzą też zmiany trądzikowe. NNKT usprawniają funkcjonowanie gruczołów łojowych, hamują procesy starzenia skóry i zapobiegają jej wysychaniu.

Dobra wiadomość dla tych z Was, które boją się smaku tranu - obecnie produkowane trany pozbawione są rybiego zapachu i smaku niemal w 100%. Łykanie oleju co prawda nie należy do przyjemności ;), ale obawy o rybi aromat możemy schować do kieszeni :) Ja używam tranu Mollers, o smaku cytrynowym i naprawdę jest bez problemy "przełykalny" :) 

Ostatnio niestety zarzuciłam regularne picie tranu, ale od 1 listopada wdrażam (na razie jednoosobową) akcję "Piję tran" :) O postępach będę Was na bieżąco informować na blogu.

Marta

PS. Co do stosowania tranu zewnętrznie - stosuje się go w tej formie do smarowania trudno gojących się ran i odleżyn. Wymieszany z olejkiem pichtowym w proporcjach 2:1 podobno świetnie leczy trądzik (jeszcze tego nie sprawdzałam). 

sobota, 20 października 2012

Maseczka z zielonej herbaty - DIY



Cudowne właściwości zielonej herbaty są szeroko znane.  Jest bogata w polifenole, kofeinę, taninę, żelazo, wapń, potas oraz witaminy A, C, B, E i K.Należy do produktów posiadających zdolność zwalczania rożnych form wolnych rodników. Chroni przed promieniami UV. Zielona herbata  wzmacnia  włosy, przyspiesza ich wzrost i przeciwdziała ich wypadaniu. Skutecznie walczy z suchą skórą, nawilża naszą skórę i łagodzi podrażnienia. Zielona herbata hamuje aktywność enzymów odpowiedzialnych za nasilenie pracy gruczołów łojowych, a w efekcie tworzenie się zaskórników. Dodatkowe działanie antybakteryjne i przeciwzapalne pomaga w leczeniu trądziku i wyprysków skórnych.Picie zielonej herbaty przyspiesza wydzielanie toksyn z organizmu i poprawia metabolizm. Poprzez wspomaganie szybszego spalania tłuszczu przyspiesza proces odchudzania. Dodatkowo brak toksyn w organizmie powoduje, że skóra ładniej wygląda, jest gładsza i bardziej napięta.

Staram się zamieniać kawę na zieloną herbatę, ale na razie słabo mi to wychodzi (uwielbiam smak kawy z dużą ilością mleka :) ). Zielona herbata również świetnie pobudza, rozjaśnia umysł i wspomaga koncentrację. 

Dzisiaj, w ramach małego domowego SPA postanowiłam zrobić sobie jakąś maseczkę. Nie miałam jakoś ochoty na spirulinę ani na cytrynowego Hesha, wpadłam więc na pomysł wymaziania się zieloną herbatą :) Od kilku tygodni walczę z wysypem, który nie chce zniknąć, z podrażnieniami  które nie chcą się goić. Pomyślałam więc, że wykorzystam przeciwzapalne i rozjaśniające właściwości herbaty.

Najlepsza do maseczki byłaby herbata w postaci pyłku, czyli japońska matcha. Niestety  nie posiadam jej na składzie. Wzięłam więc łyżkę stołową herbaty sencha i zmieliłam w młynku do kawy na bardzo drobny proszek. Zalałam odrobina gorącej wody. Kiedy przestygła dodałam trochę skrobi kukurydzianej - żeby uzyskać bardziej zwartą, kremową konsystencję maseczki - nie chciałam żeby sucha herbata odpadała mi z twarzy ;) Poza tym, liczyłam na matujące i zwężające pory działanie skrobi. Maseczka po wymieszaniu wygląda i pachnie bardzo podobnie do henny - bura masa o trawiastym zapachu. Kiedy zaczyna wysychać na twarzy pachnie bardzo ładnie, delikatnie i odświeżająco.

A efekty? Tak jak się spodziewałam - po około 20 minutach zmyłam maseczkę i zobaczyłam rozjaśnioną  wygładzoną twarz. Podrażnienia się wyraźnie uspokoiły, zaczerwienienia zniknęły. Pory zwężone, skóra matowa. Trądzik oczywiście nie ulotnił się magicznie, ale mam nadzieję, że skóra wchłonęła z herbaty to, co jej się przyda w walce z wypryskami :) Maseczka bardzo przyjemnie chłodzi, wiec uczucie świeżej, napiętej (ale nie ściągniętej) skóry zostaje na długo.

Zielona herbata w tej postaci na pewno trafi na stałe do mojego twarzowego menu. Napiszę po kilku użyciach jak sprawuje się w długofalowym działaniu. Zachęcona efektami zewnętrznymi na pewno będę tez częściej sięgać po napar z zielonej herbaty :)






wtorek, 18 września 2012

Cudowny tymianek



Dziś miał być post o czymś zupełnie innym, ale wczoraj przeglądałam australijską gazetę Wellbeing i trafiłam na krótka wzmiankę o cudownych właściwościach tymianku w walce z trądzikiem. Zaciekawiona przekopałam net i okazało się, że od jakiegoś czasu krąży poniższa wiadomość, potwierdzająca to, co znalazłam w gazecie:

Naukowcy z Leeds Metropolitan University odkryli, że wyciąg z tymianku może być skuteczniejszy w leczeniu trądziku niż niejeden antybakteryjny krem. Naukowcy testowali lecznicze właściwości tymianku, nagietka i mirry.Obserwowali, jak alkoholowe wyciągi z poszczególnych ziół reagują na bakterię Propionibacterium acnes, która jest odpowiedzialna za powstawanie trądziku. Wszystkie ekstrakty roślinne dobrze radziły sobie ze zwalczaniem stanu zapalnego skóry. Wyniki pokazały, że już po pięciu minutach udało się im zniszczyć bakterię. Ale tymianek bez porównania był najlepszy. Okazało się, że działał szybciej i skuteczniej niż zawarty w preparatach i kremach przeciwtrądzikowych nadtlenek benzoilu. (źródło: kobieta.wp.pl).

Wszytko fajnie, tymianek jest ogólnie dostępny - w sklepach spożywczych i aptekach. Ale jak go zastosować na trądzik? Naukowcy w swoich badaniach stosowali alkoholowy wyciąg z tymianku. W naszych aptekach niestety nie znajdziemy takiego ekstraktu, jedyne co udało mi się spotkać to spray Tymsal.

Poniżej jego skład:
Thymi extractum fluidum 1:3 (wyciąg tymiankowy płynny) - 70g, ekstrahent: mieszanina wodorotlenku amonowego (96 g/l), glicerolu (860 g/l), etanolu (760 g/l) i wody (1:20:67,8:111,2), 
Salviae tinctura 1:5 (nalewka z szałwii) -30g ekstrahent: etanol 70%. 
Produkt zawiera 38-47% obj. etanolu.

Spray, oprócz tymianku, zawiera wyciąg z szałwii, też znany ze swoich właściwości bakteriobójczych. Zastanawiam się tylko, jak go stosować? Stężenie alkoholu jest za duże, żeby bezpośrednio psikać nim na twarz. Myślę, że można ewentualnie rozbroić opakowanie i rozcieńczyć całość wodą lub hydrolatem.  

Drugi sposób to zrobienie własnego alkoholowego wyciągu z tymianku - do czego, jako babcia zielarka, zachęcam :)

Słoik wypełniamy w 1/3 lub nieco więcej suszonym tymiankiem. Zalewamy do pełna czystą wódką. Zakręcamy, odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce. Codziennie potrząsamy słoikiem, żeby wymieszać zawartość. Po dwóch tygodniach odcedzamy i mamy pełnowartościowy wyciąg z tymianku - wszystko co cenne znajduje się w alkoholu. Całość należy rozcieńczyć, żeby można było przemywać twarz - niestety nie wiem w jakich proporcjach, ale postaram się coś znaleźć na ten temat :)

Dla osób, które kompletnie nie tolerują alkoholu w kosmetykach zostaje wywar z tymianku. 2-3 łyżeczki suszonego ziela zalać szklanką wrzątku, parzyć pod przykryciem przez 10 minut. Ostudzić i stosować jako tonik. Ja bym jeszcze dolała octu jabłkowego, bo uważam, że jest dobry na wszystko :)

I małe włosowe PS - wywar z tymianku działa przeciwłupieżowo i przeciwłojotokowo. Zmniejsza wypadanie włosów. Warto go stosować jako wcierkę na skalp po myciu głowy.