Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawenda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 listopada 2012

Lniane SPA

Przepraszam za brak obecności, ale najpierw wiadome święta, dla mnie niewesołe. A potem przygotowania i impreza posthalloweenowa :) Lekko zmęczona świętowaniem w niedzielę postanowiłam dać skórze i włosom odpocząć. Wołały "pić", nieco umęczone mocnym makijażem, dymem papierosowym  i mała ilością snu. Do pomocy zawezwałam same naturalne produkty, z moim ulubionym nawilżaczem, czyli siemieniem lnianym, na czele.


Przygotowałam sobie małe lniane SPA, a mianowicie maseczkę do twarzy:

- kilka łyżek lnianego glutka
- 2 łyżeczki zmielonych na proszek i zalanych niewielką ilością wrzątku kwiatów lawendy
- łyżeczka żelu aloesowego
- łyżeczka skrobi ziemniaczanej dla zagęszczenia

Całość wybełtałam (wyglądało bardzo niezachęcająco, ale bardzo ładnie pachniało), nałożyłam na twarz. Niestety nieco spływało więc wytrzymałam jedynie 10 minut. Trochę pomasowałam, bo drobinki lawendy bardzo miło i delikatnie drapią twarz :) Spłukałam i nałożyłam kropelkę oleju lnianego. Twarz od razu odżyła  zjaśniała i była bardzo odświeżona  Dzięki siemieniu i aloesowi była porządnie nawilżona, a lawenda, skrobia i olej lniany spowodowały, że zanieczyszczenia zniknęły, a skóra była przyjemnie matowa i mogłam pokazać się ludzkości :)

Na włosy zastosowałam mieszankę standardową, czyli kilka łyżek lnianego glutka wymieszanego z łyżką oleju lnianego. Moje włosy dosłownie wypiły te mieszankę. Po pół godzinie zmyłam żelem BDFM, spłukałam lnianą płukanką (2 łyżki lnianego żelu rozpuszczone w litrze wody) i w końcu poczułam, że moje włosy są naprawdę nawilżone, oczyszczone i szczęśliwe :)

Marta

niedziela, 19 sierpnia 2012

DYI - hydrolaty



Okazuje się, że nie dość, że jestem ciekawska i wszystkiego muszę spróbować to jeszcze dziwnym trafem po piętnastym staję się straszną sknerą... Obie te cechy doprowadziły do tego, że postanowiłam dzisiaj sprawdzić, czy można domowym sposobem wykonać hydrolat (nie napar) z ziół. I okazuje się, że można, z czego niezmiernie się cieszę :)


Do wykonania domowego hydrolatu potrzebujemy:

- aluminiowej maszynki do espresso, tzw. kawiarki, kafeterii lub mokki 
- garści ulubionych ziół
- wody destylowanej

Maszynka działa bardzo prosto - woda podgrzana w dolnej części maszynki zostaje wypchnięta pod ciśnieniem do góry, w postaci pary przechodzi przez zawartość sitka (kawa, a w naszym przypadku zioła), i skrapla się w górnym naczyniu. Czyli zasada działania jest identyczna jak przy otrzymywaniu z roślin olejków eterycznych, czego produktem jest właśnie hydrolat.

Do dolnego naczynka wlewamy wodę - ilość zależy od pojemności naczynia, ja mam wersję najmniejszą więc wlałam ok. 150 ml. Oczywiście im mniej wody tym hydrolat będzie bardziej nasycony.

Do sitka wsypujemy zioła, trochę ubijając. Nakręcamy górne naczynie i stawiamy całość na malutkim gazie. Po kliku minutach para zacznie się przesączać przez zioła i wypełni górną część hydrolatem. I gotowe :)

U mnie na pierwszy ogień poszła lawenda - ze względu na zapach i właściwości antyseptyczne. Następna będzie chyba lipa - chcę jej używać jako mgiełki do włosów i do rozcieńczania szamponów - podobno lipa czyni cuda z blond włosami :)

A tak wygląda gotowy hydrolat:


Mam nadzieję, że spróbujecie tej metody. Ja tymczasem lecę warzyć lipę :)